Czy kalendarz się zmienił? Czy dzisiejsza sobota to nadal siódmy dzień?
Reforma gregoriańska, zmiany kalendarzy, upływ tysiącleci, czy mamy pewność, że dzisiejsza sobota to ten sam siódmy dzień, który święcił Jezus? Tak, i to z trzech niezależnych powodów.
„Dobrze, załóżmy, że Biblia każe święcić siódmy dzień. Ale skąd pewność, że dzisiejsza sobota to ten sam siódmy dzień? Przecież kalendarze zmieniały się przez wieki, rachuba mogła się pogubić." To pytanie brzmi rozsądnie i zadaje je wielu szczerych ludzi. Gdyby rachuba tygodnia rzeczywiście się zagubiła, cały spór „sobota czy niedziela" straciłby sens, nikt nie wiedziałby przecież, który dzień jest który. Na szczęście na to pytanie istnieje wyjątkowo pewna odpowiedź. Sprawdźmy fakty.
Co naprawdę zmieniła reforma z 1582 roku
Najczęściej przywoływana „zmiana kalendarza" to reforma gregoriańska. W 1582 roku papież Grzegorz XIII skorygował kalendarz juliański, który przez wieki rozjechał się z rokiem słonecznym o dziesięć dni, przez co data równonocy wiosennej, ważna dla wyliczania Wielkanocy, przesunęła się w kalendarzu. Korekta była prosta: z kalendarza usunięto dziesięć dat. Po czwartku 4 października 1582 roku nastąpił od razu piątek 15 października.
Zwróćmy uwagę na szczegół, który wyjaśnia całą sprawę: po czwartku nastąpił piątek. Zmieniono numerację dni miesiąca, ale nie ruszono następstwa dni tygodnia. Nikt nie przeskoczył z czwartku na poniedziałek. Cykl tygodniowy płynął dalej nieprzerwanie: czwartek, piątek, sobota, dokładnie tak jak przed reformą. Reforma gregoriańska skorygowała relację kalendarza do słońca; tygodnia nie dotknęła w ogóle. To samo dotyczy krajów, które przyjmowały nowy kalendarz później. Mieszkaniec Londynu położył się spać w środę 2 września 1752 roku, a obudził w czwartek 14 września. Rosjanin w 1918 roku zasnął w środę 31 stycznia, a wstał w czwartek 14 lutego. Za każdym razem znikały daty, a następstwo dni tygodnia zostawało nietknięte.
Najciekawiej ujął to sam brytyjski parlament. Ustawa kalendarzowa z 1750 roku zarządza, że „dzień naturalny następujący bezpośrednio po owym drugim dniu września ma być nazywany, liczony i uznawany za czternasty dzień września, przy pominięciu, tylko na ten raz, jedenastu pośrednich dni nominalnych powszechnego kalendarza". Osiemnastowieczni prawodawcy widzieli więc dokładnie to, o co toczy się dzisiejszy spór: dzień naturalny płynie bez przerwy, a pominąć da się jedynie jego nazwę w kalendarzu. Usunięto numery, nie doby.
Tydzień, którego nie ma czym przesunąć
Głębszy powód tej odporności leży w samej naturze tygodnia. Tydzień jest jedyną miarą czasu, która nie zależy od ciał niebieskich1. Doba wynika z obrotu Ziemi, miesiąc z faz księżyca, rok z obiegu wokół słońca, ale „cykl tygodniowy... nie jest powiązany z żadnymi ruchami ani cyklami ciał niebieskich". To samo, i mocniej, pisze Roy Gane, przytaczając żydowskiego biblistę Nahuma Sarnę2: tydzień izraelski „jest całkowicie niezależny od ruchu ciał niebieskich", a przez to podkreśla podstawową myśl izraelskiego monoteizmu, że Bóg jest całkowicie poza przyrodą.
Brzmi to abstrakcyjnie, dopóki nie zestawi się tego z sąsiadami Izraela. W dokumentach starożytnej Mezopotamii występuje termin šabbatu, uderzająco podobny do hebrajskiego szabbat, tylko że oznaczał on najwyraźniej piętnasty dzień miesiąca, czyli dzień pełni księżyca. Taki „dzień święty" jest przywiązany do faz księżyca i z każdym miesiącem wędruje po tygodniu. Biblijny siódmy dzień nie ma czego takiego, do czego mógłby się przesunąć: jest siódmym w nieprzerwanym liczeniu, a nie punktem na tarczy nieba. Właśnie dlatego żadna astronomiczna korekta kalendarza nigdy nie miała powodu, by w tydzień ingerować. Tydzień nie pochodzi z obserwacji nieba, pochodzi, jak mówi Biblia, z tygodnia stworzenia.
A gdy próbowano tydzień znieść?
Uczciwość każe postawić zarzut, który tu naprawdę pada: dwa razy w historii ktoś próbował zlikwidować sam siedmiodniowy tydzień. Rewolucyjna Francja wprowadziła w 1793 roku dekadę, czyli tydzień dziesięciodniowy, i trzymała się jej do 1805 roku. Związek Radziecki od 1929 roku wprowadził pięciodniowy, a potem sześciodniowy cykl pracy, żeby fabryki nie stawały ani na dzień.
Oba przypadki kończą się jednak nie tam, gdzie oczekuje pytający. Radziecki nieprierywka zmieniła rytm pracy, a nie kalendarz: zwykły kalendarz gregoriański wraz z siedmiodniowym tygodniem obowiązywał przez cały ten czas do wszystkich pozostałych celów, a w 1940 roku siedmiodniowy tydzień wrócił także do fabryk. Francuska dekada objęła jeden kraj i jedno pokolenie, podczas gdy reszta świata liczyła dalej po siedem, więc gdy Francja w 1806 roku wróciła do dawnego kalendarza, wróciła dokładnie w to samo miejsce cyklu. Socjolog Eviatar Zerubavel, autor akademickiej monografii o tygodniu, opisuje obie próby jako nieudane.
Świadek pierwszy: naród, który liczył soboty przez tysiąclecia
Skąd jednak wiemy, że rachuba nie pogubiła się wcześniej, przed średniowieczem, przed Rzymem? Tu wkracza świadek wyjątkowy: naród żydowski. Żydzi zachowywali szabat tydzień po tygodniu, pokolenie po pokoleniu, od czasów starożytnych po dziś, w Palestynie, Babilonii, Hiszpanii, Polsce, Jemenie, na całym świecie. I oto rzecz znamienna: rozproszeni po kontynentach, bez łączności ze sobą przez stulecia, wszyscy święcą szabat tego samego dnia, w dzisiejszą sobotę. Gdyby rachuba gdziekolwiek się załamała, wspólnoty żydowskie różnych krajów musiałyby się rozjechać w datach. Nigdy się to nie stało.
W pytaniu, gdzie leży siódmy dzień, panuje zresztą zgoda również tam, gdzie w sporze o to, który dzień święcić, stanowiska są przeciwne. Wyznanie westminsterskie, dokument fundamentalny dla światowego protestantyzmu, stwierdza w rozdziale 21, że dzień odpoczynku „od początku świata aż do zmartwychwstania Chrystusa był ostatnim dniem tygodnia, a od zmartwychwstania Chrystusa został zmieniony na pierwszy dzień tygodnia". Można się nie zgadzać z drugą połową tego zdania, i my się nie zgadzamy. Ale pierwsza połowa mówi dokładnie to, co potrzebne w tym artykule: biblijny szabat to ostatni dzień tygodnia, a nie dzień, którego tożsamość zginęła gdzieś w kalendarzach.
Warto też przypomnieć, że u zarania dziejów Izraela sam Bóg „kalibrował" tygodniowy cykl3: przez czterdzieści lat na pustyni manna spadała sześć dni, w piątek podwójnie, w szabat wcale (Wj 16). Tydzień w tydzień, ponad dwa tysiące razy, niebo potwierdzało, który dzień jest siódmy. Naród, który wyszedł z tej szkoły, nie miał już szans pomylić rachuby, a za jej pilnowanie był gotów płacić życiem, co pokazują choćby dzieje Machabeuszy.
Świadek drugi: tydzień ukrzyżowania
Dla chrześcijanina istnieje jeszcze prostszy dowód, zapisany w samej Ewangelii. Łukasz relacjonuje trzy kolejne dni: Jezus umiera w „dzień Przygotowania", czyli w piątek, kobiety „w szabat odpoczęły według przykazania", a „pierwszego dnia tygodnia, wczesnym rankiem" zastają pusty grób (Łk 23,54–24,1). Mamy więc sekwencję: piątek ukrzyżowania, szabat, niedziela zmartwychwstania.
A teraz pytanie: czy chrześcijaństwo kiedykolwiek zgubiło pamięć o dniu zmartwychwstania? Przeciwnie, świętuje go co tydzień od prawie dwóch tysięcy lat. Cały świat chrześcijański zgodnie wskazuje niedzielę jako „dzień zmartwychwstania". Skoro tak, to dzień poprzedzający niedzielę, nasza sobota, jest tym samym szabatem, w którym „odpoczęły według przykazania" uczennice Jezusa. Kto wierzy, że Chrystus zmartwychwstał w niedzielę, ten, czy tego chce, czy nie, potwierdza zarazem, że biblijny siódmy dzień to sobota. Obu rzeczy naraz zakwestionować się nie da.
Świadek trzeci: rachuba wpisana w ludzką mowę
Trzeci świadek jest starszy, niż się zwykle sądzi. Już Teofil, biskup Antiochii w latach 169–182, zauważył rzecz, którą dziś łatwo przeoczyć: to, co u Hebrajczyków nazywa się „szabatem", po grecku znaczy po prostu „siódmy", a nazwa ta, pisze Teofil, „przyjęta jest przez każdy naród, choć większość ludzi nie zna powodu tej nazwy". Niemal sto lat wcześniej to samo, tylko od strony praktyki, odnotował Józef Flawiusz: „Nie ma ani jednego miasta, greckiego czy barbarzyńskiego, ani jednego narodu, do którego nie dotarłby nasz zwyczaj powstrzymywania się od pracy w siódmym dniu"4.
Ślad po tym został w językach. Po włosku sobota to sabato, po hiszpańsku i portugalsku sábado, po rumuńsku sâmbătă, po grecku Sávvato, po rosyjsku subbota, a i polska „sobota" pochodzi z tego samego źródła. Trzeba jednak od razu dodać rzecz, którą przemilcza wiele popularnych opracowań, a którą przeciwnik sprawdzi w dwie minuty: nie wszędzie jest tak samo. Angielskie Saturday i niderlandzkie zaterdag to nazwy z zupełnie innego porządku: znaczą „dzień Saturna" i pochodzą z rzymskiego tygodnia planetarnego, w którym każdy dzień nosił imię planety i przypisanego jej bóstwa.
I tu robi się ciekawiej, bo ta dwoistość sama w sobie jest dowodem. Spotkały się tu dwa systemy5: rzymski dał nazwy dni, hebrajski dał sam siedmiodniowy cykl i sposób liczenia. I to ten drugi wygrał: nasz dzisiejszy tydzień, obowiązujący na całym świecie, „posługuje się żydowskim systemem numeracji, licząc dni aż do szabatu", a więc sięga autorytetu Pisma i praktyki żydowskiej. Zostało to nawet w Nowym Testamencie, gdzie niedziela nie ma własnej nazwy, lecz jest „pierwszym dniem po szabacie". Biblista Eduard Lohse ujął to zdaniem, które warto przeczytać dwa razy6: Kościół uwolnił się od szabatu, ale przejął żydowski tydzień i zachował niemal niezmieniony żydowski sposób liczenia dni. Sam kalendarz pozostał więc skamieliną po dniu, który porzucono.
Że nie jest to rekonstrukcja zza biurka, pokazuje twarde znalezisko. Wśród napisów odkopanych w Pompejach, a więc w mieście zasypanym w 79 roku, jest łacińskie graffito z dokładną datą, roku 60, w którym obok rzymskiego targu i fazy księżyca podano po prostu dzień tygodnia. Zwykły mieszkaniec zwykłego miasta odnotowywał na ścianie, który to dzień tygodnia, dwadzieścia lat przed wybuchem Wezuwiusza. Rachuba, o której mówimy, była wtedy codziennością, nie teorią.
Konkluzja
Czy kalendarz się zmienił? Tak, kilka razy korygowano daty. Czy zmienił się tydzień? Nie, ani razu. Reforma gregoriańska wycięła dziesięć dat, ale po czwartku nastąpił piątek i cykl tygodnia popłynął dalej nietknięty. Ciągłość rachuby potwierdzają trzej niezależni świadkowie: naród żydowski, który liczy soboty nieprzerwanie od starożytności i nigdzie na świecie się w tej rachubie nie rozjechał; Ewangelia, która między piątkiem krzyża a niedzielą zmartwychwstania umieszcza szabat, czyli naszą sobotę; oraz sam kształt tygodnia, który cały świat odziedziczył po Piśmie razem ze sposobem liczenia dni.
Roy Gane wyciąga z tego wniosek, przy którym warto się na chwilę zatrzymać. Skoro istnienie tygodnia opiera się wyłącznie na słowie i przykładzie Boga, to każdy, kto porządkuje swój czas tygodniami, milcząco uznaje Jego autorytet, i dzieje się tak „aż po dziś dzień, również u ateistów, agnostyków i wyznawców religii, które nie uznają Pana za swoje bóstwo"7. Kto dziś otwiera kalendarz i znajduje sobotę, może więc być spokojny: patrzy na ten sam siódmy dzień, który Bóg pobłogosławił przy stworzeniu i w którym odpoczywał Jezus. Pytanie nie brzmi: „który dzień jest siódmy?". To wiemy na pewno. Pytanie brzmi: co z tym dniem zrobimy?
Przypisy
- Jo Ann Davidson, Rediscovering the Glory of the Sabbath. ↩
- Nahum Sarna, cytowany w: Roy E. Gane, Old Testament Law for Christians, przyp. 26. ↩
- Davidson, Rediscovering the Glory of the Sabbath. ↩
- Teofil z Antiochii, cytowany w: tamże; Józef Flawiusz, cytowany w: S. Douglas Waterhouse, „The Planetary Week in the Roman West", aneks A, w: Kenneth A. Strand (red.), The Sabbath in Scripture and History. ↩
- Waterhouse, „The Planetary Week in the Roman West". ↩
- Eduard Lohse, cytowany w: Ekkehardt Mueller, Eike Mueller (red.), The Sabbath in the New Testament and in Theology. ↩
- Gane, Old Testament Law for Christians. ↩
Bibliografia
- Jo Ann Davidson, Rediscovering the Glory of the Sabbath, linia 862 (Teofil z Antiochii) oraz partie o tygodniu niezależnym od ciał niebieskich i o mannie
- Roy E. Gane, Old Testament Law for Christians, przypis 26 (Nahum Sarna o tygodniu niezależnym od ciał niebieskich; wniosek Gane'a o milczącym uznaniu autorytetu Boga)
- Samuele Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire, s. 74–75 (mezopotamskie šabbatu jako dzień pełni księżyca) i s. 91, przypis 67 (Wyznanie westminsterskie, rozdz. 21, art. 7, za Philipem Schaffem, The Creeds of Christendom, Londyn 1919, t. 3, s. 648–649)
- Kenneth A. Strand (red.), The Sabbath in Scripture and History, aneks A: S. Douglas Waterhouse, „The Planetary Week in the Roman West", s. 308–310 (Józef Flawiusz; żydowski system numeracji w dzisiejszym tygodniu; graffito z Pompejów datowane na 60 r. i grecki napis „Dni bogów")
- Ekkehardt Mueller, Eike Mueller (red.), The Sabbath in the New Testament and in Theology, linia 613 (Eduard Lohse o żydowskim tygodniu przejętym przez Kościół)
- ⚠ Materiał kalendarzowy pochodzi spoza biblioteki szabatowej, bo żaden z jej dwudziestu tomów nie omawia reform kalendarza. Namiary pierwotne:
- Inter gravissimas, bulla Grzegorza XIII z 24 lutego 1582 r., zarządzająca opuszczenie dziesięciu dat w październiku tego roku
- Calendar (New Style) Act 1750 (24 Geo. 2 c. 23), sekcja 1, w brzmieniu urzędowym na
legislation.gov.uk— stamtąd pochodzi sformułowanie o „dniu naturalnym" i „dniach nominalnych" - dekret Rady Komisarzy Ludowych z 24 stycznia 1918 r. o wprowadzeniu kalendarza zachodnioeuropejskiego, po którym 31 stycznia przeszło wprost w 14 lutego
- Eviatar Zerubavel, The Seven Day Circle: The History and Meaning of the Week, University of Chicago Press 1985 — tydzień jako jedyna jednostka czasu bez podstawy w przyrodzie oraz dzieje dwóch nieudanych prób jego zniesienia, francuskiej dekady i radzieckiej nieprierywki
- dni tygodnia przy wszystkich trzech przeskokach przeliczone i sprawdzone: czwartek 4 X 1582 → piątek 15 X 1582; środa 2 IX 1752 → czwartek 14 IX 1752; środa 31 I 1918 → czwartek 14 II 1918