Prosto

Dlaczego wszyscy dziś piszą o szabacie, a prawie nikt o sobocie?

Rabini, pastorzy i świeccy publicyści od dwóch dekad odkrywają szabat na nowo i piszą o nim z zachwytem. Prawie nikt z nich nie ma jednak na myśli siódmego dnia tygodnia.

📖 9 min czytania·Prosto
✉ E-mailFacebookXWhatsApp

Wpisz dziś w wyszukiwarkę słowo „szabat", a znajdziesz nie tylko teksty adwentystyczne. Znajdziesz rabinów, pastorów różnych wyznań, biblistów i świeckich publicystów, którzy piszą o dniu odpoczynku z zachwytem, jakiego dawno w chrześcijaństwie nie było. Ten zachwyt jest szczery i wart wysłuchania. Zastanawia w nim tylko jedno.

Dwie dekady zachwytu

Ekkehardt i Eike Muellerowie, redaktorzy adwentystycznego tomu o szabacie w Nowym Testamencie, otwierają książkę stwierdzeniem, że w ostatnich dwóch dekadach szabat przeżywa prawdziwy renesans1. I zamiast od razu przejść do polemiki, robią coś znacznie ciekawszego: oddają głos innym.

Zaczyna Jonathan Sacks, wieloletni naczelny rabin Wielkiej Brytanii. Szabat to według niego „raj chwilowo odzyskany", „oaza spokoju, nieruchomy środek w sercu czasu", „nasza chwila wieczności pośród czasu". A na koniec zdanie, przy którym trudno przejść obojętnie: „nikt, kto zachowuje szabat, nie zapomni już nigdy, czym jest być wolnym"2. To głos z sąsiedniej tradycji, tej samej, w której pół wieku wcześniej pisał o szabacie Abraham Joshua Heschel, najstarszy głos całego tego nurtu.

Dalej idą już sami chrześcijanie. A. J. Swoboda, pastor ewangelikalny, stawia sprawę teologicznie: „Szabat i ewangelia krzyczą to samo: nie pracujemy po to, żeby dojść do miejsca, gdzie wreszcie wolno nam odetchnąć i odpocząć, to jest niewolnictwo. Odpoczywamy, oddychamy i cieszymy się Bogiem, żeby wejść w odpoczynek". I krócej, jakby jednym uderzeniem: „Szabat jest rozkoszą. Nie użyteczny. Rozkoszny"3.

J. Dana Trent, autorka książki o szabacie jako odpoczynku, uwielbieniu i wspólnocie, pisze, że „szabat właściwie porządkuje nasze życie", a zaniedbanie go nazywa czymś więcej niż zmęczeniem: „Kiedy nie zachowujemy tego danego przez Boga daru szabatowego czasu, sprzeniewierzamy własne życie"4.

Walter Brueggemann, jeden z najbardziej wpływowych biblistów starotestamentowych ostatniego półwiecza, czyta szabat jako opór wobec kultury pieniądza. Droga mamony, pisze, to droga „niekończącego się pożądania, niekończącej się produktywności i niekończącego się niepokoju bez żadnego szabatu. Jezus nauczył uczniów, że nie mogą mieć obu naraz". I dodaje zdanie, które warto zapamiętać: „Szabat nie jest po prostu pauzą, która odświeża. To pauza, która przemienia". Bo „ludzie, którzy zachowują szabat, żyją wszystkimi siedmioma dniami inaczej"5.

Najostrzej mówi Andy Crouch. Jego zdaniem przekręciliśmy zwięzłą naganę, jakiej Jezus udzielił faryzeuszom, czyli słowa „szabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu" (Mk 2,27), i zamieniliśmy ją „z ostrzeżenia przed legalizmem w przyzwolenie na zaniedbanie"6. Do tego chóru dołącza publicystyka świecka: amerykańska dziennikarka Judith Shulevitz poświęciła szabatowi całą książkę, pisaną z pozycji obserwatorki, a nie wyznawczyni7.

Zatrzymajmy się na chwilę i policzmy. Rabin, pastor ewangelikalny, autorka pisząca o duchowości, wybitny biblista, publicysta ewangeliczny, dziennikarka świecka. Ludzie, którzy nie uzgadniali między sobą stanowisk, niezależnie od siebie doszli do tego samego wniosku: siedmiodniowy rytm z jednym dniem wyjętym z obiegu jest genialnym pomysłem i gorzko go dziś brakuje.

Zgrzyt, którego nie słychać od razu

A teraz rzecz, którą redaktorzy tomu zauważają dopiero po tej całej pochwale i zauważają ją bez cienia triumfu. Wszystkie te książki noszą w tytule albo w tytule rozdziału słowo „szabat". Wszystkie mówią o nim obszernie i z przekonaniem. A jednak dla ich autorów szabat nie jest koniecznie, a czasem nie jest w ogóle, siódmym dniem tygodnia. Słowo bywa nazwą niedzieli, bywa nazwą dowolnego wybranego dnia, bywa wreszcie nazwą duchowej praktyki albo stylu życia.

Redaktorzy podają przykłady. Norman Wirzba pisze wiele rzeczy trafnych, ale wprost nazywa niedzielę „wzmocnieniem szabatu"8. Richard Lowery rozpuszcza dzień w postawie: szabat staje się gościnnością, sprawiedliwością i solidarnością, czyli samymi dobrymi rzeczami, tyle że dzień z tego znika. Muellerowie wskazują przy tym drobiazg, który mówi wszystko. Cytując Marka, Lowery zamienia zdanie „Syn Człowieczy jest Panem także szabatu" (Mk 2,28) na „człowiek jest panem także szabatu". Jedno słowo, a przenosi władzę nad dniem z Chrystusa na nas9.

Najbardziej jednak zastanawia zakończenie książki Trent, tej samej, która ostrzegała przed kulturą wybierania po swojemu. Na ostatnich stronach autorka sama zadaje pytania praktyczne: czy szabat musi wypadać w sobotę albo w niedzielę? Czy musi trwać dwadzieścia cztery godziny? Czy ktoś, kto pracuje w weekendy, może wziąć inny dzień albo rozłożyć go na kawałki w ciągu tygodnia? I odpowiada: na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi „tak". Redaktorzy komentują to spokojnie i celnie: taka odpowiedź unieważnia to, co autorka sama zaproponowała w książce, i czyni niespójnym jej własne ostrzeżenie10.

Zarzut, który warto usłyszeć

Uczciwość każe dodać, że druga strona ma do nas konkretną pretensję. Swoboda docenia adwentystów, wspomina nawet o możliwym związku między ich szabatem a długowiecznością, ale zarzuca im sztywność: „szabat może być tylko sobotą"11.

Ten zarzut trafia w jedno miejsce i warto to przyznać. Jeśli szabat zamienia się w listę zakazów i nerwowe pilnowanie zegarka, to sztywność jest realna i nie ma czego bronić. Nie trafia natomiast w samą konkretność dnia. Dar bywa konkretny właśnie dlatego, że jest darem, a nie pomysłem. Urodziny mają datę, a rocznica ślubu nie jest sztywna dlatego, że wypada zawsze tego samego dnia.

Dni brane pojedynczo

Coś ważnego dopowiada tu jeszcze jedna obserwacja. Zmęczonemu człowiekowi radzi się dziś zwykle, by „zatrzymał się i powąchał róże" oraz by „brał jeden dzień naraz". Rada jest dobrze pomyślana, tylko „szuka ulgi we fragmentacji życia zamiast w jego całości. Dni brane pojedynczo nie zapewnią tkanki łącznej celu i spójności, którą szabat wlewa w ludzkie istnienie"12.

To celna diagnoza tego, co dzieje się z szabatem rozproszonym na chwile. Chwila wytchnienia jest miłym przerywnikiem. Dzień jest strukturą. Mowa wprost o „osieroconym doświadczeniu współczesnego życia", w którym pogubiliśmy więzi między pokoleniami i poczucie wspólnoty, a przez to trudno nam pojąć samo słowo „przymierze"13. Szabat jest znakiem przymierza, więc razem z przymierzem staje się nieczytelny.

Ostatni krok jest najkrótszy

I tu dochodzimy do sedna. Skoro tylu ludzi z tylu różnych stron niezależnie odkrywa, że w szabacie kryje się coś genialnego, to dlaczego zatrzymywać się w pół drogi?

Pismo nie zostawia tu zagadki. Bóg „pobłogosławił dzień siódmy i poświęcił go" (Rdz 2,3). Nie pobłogosławił idei odpoczynku ani nawyku wyciszenia, lecz konkretny dzień, ostatni w tygodniu stworzenia. Czwarte przykazanie powtarza to samo bez najmniejszej mgły: „sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę, ale siódmego dnia jest szabat Pana, Boga twego" (Wj 20,9–10). A gdy przychodzi Jezus, ewangelista notuje o Nim rzecz, która brzmi jak zwykły szczegół, a jest wzorem: wszedł do synagogi „według swego zwyczaju w dzień szabatu" (Łk 4,16).

To nie jest kwestia jednego dnia lepszego od drugiego. To kwestia tego, kto ten dzień wybrał. Wszystko, co Sacks, Swoboda, Brueggemann czy Crouch mówią o wolności, o pauzie, która przemienia, o odpoczynku przed pracą, a nie po niej, brzmi tym mocniej, im mniej sami przy tym dniu majsterkujemy.

Konkluzja

Muellerowie zamykają swój wstęp zdaniem, którego lepiej powiedzieć się nie da: zachowywać szabat jako dzień odpoczynku, uwielbienia i wspólnoty jest dobrze; zachowywać go także tak, jak Bóg go zaprojektował i pobłogosławił, czyli jako siódmy dzień tygodnia, jest lepiej14. A to znaczy po prostu iść za wzorem Chrystusa.

Warto zauważyć, jak taktownie to ujęli. Odpoczynek, uwielbienie i wspólnota to niemal dokładnie trójka z podtytułu książki Trent. Redaktorzy odpowiadają jej właściwie jej własnymi słowami i nie odbierają jej niczego z tego, co napisała. Mówią tylko: dobrze, a można jeszcze lepiej.

Bo ci wszyscy autorzy nie są naszymi przeciwnikami. Są ludźmi, którzy przeszli dziewięć dziesiątych drogi i zatrzymali się o krok przed końcem. A ten ostatni krok jest ze wszystkich najkrótszy, bo nie trzeba go wymyślać. Wystarczy otworzyć Biblię i przeczytać, który dzień Bóg pobłogosławił.

Przypisy

  1. Ekkehardt Mueller, Eike Mueller (red.), The Sabbath in the New Testament and in Theology, wstęp redaktorów. Wszystkie przywołane niżej głosy pochodzą z tego wstępu, gdzie redaktorzy zestawili je z pełnymi namiarami. ↩
  2. Jonathan Sacks, Faith in the Future, Darton, Longman and Todd 1995; cytat za wstępem do tomu Muellerów. ↩
  3. A. J. Swoboda, Subversive Sabbath: The Surprising Power of Rest in a Nonstop World, Brazos Press 2018; cytaty tamże. ↩
  4. J. Dana Trent, For Sabbath's Sake: Embracing Your Need for Rest, Worship, and Community, Upper Room Books 2017; cytaty tamże. ↩
  5. Walter Brueggemann, Sabbath as Resistance: Saying No to the Culture of Now, Westminster John Knox Press 2014; cytaty tamże. ↩
  6. Andy Crouch, Playing God: Redeeming the Gift of Power, InterVarsity 2013; cytat tamże. ↩
  7. Judith Shulevitz, The Sabbath World: Glimpses of a Different Order, Random House 2011; omówiona tamże. ↩
  8. Norman Wirzba, Living the Sabbath: Discovering the Rhythms of Rest and Delight, Brazos Press 2006; omówienie i cytat za wstępem do tomu Muellerów. ↩
  9. Richard H. Lowery, Sabbath and Jubilee, Chalice Press 2000; podmianę słów w Mk 2,28 wytykają mu redaktorzy tomu Muellerów w przypisie do wstępu. ↩
  10. Wstęp do tomu Muellerów, komentarz do zakończenia książki Trent. ↩
  11. Swoboda, Subversive Sabbath; zarzut przytoczony i skomentowany tamże. ↩
  12. Sigve K. Tonstad, The Lost Meaning of the Seventh Day, rozdz. 7. ↩
  13. Tamże, rozdz. 7. ↩
  14. Wstęp do tomu Muellerów, zdanie zamykające. ↩

Bibliografia

← Kategoria: TeologiaWszystkie artykułyMam pytanie →