Co z ludźmi, którzy muszą pracować w sobotę?
Grafik, dyżury, jedyna praca w okolicy, co zrobić, gdy wierność szabatowi zderza się z koniecznością zarabiania na życie? Odpowiedź duszpasterska, bez legalizmu i bez bagatelizowania.
„Wierzę, że sobota jest dniem Pańskim. Ale mam grafik, kredyt i szefa, który nie pyta o moje przekonania. Co mam zrobić?" To pytanie nie pada na wykładach z teologii, pada wieczorem przy kuchennym stole, czasem ze łzami. I zasługuje na odpowiedź poważną: taką, która nie doda człowiekowi ciężaru ponad Słowo Boże, ale też nie powie mu lekko, że Bogu jest wszystko jedno.
Najpierw uczciwie: o czym mówi przykazanie
Czwarte przykazanie mówi: „Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę, ale siódmego dnia jest szabat Pana, Boga twego: nie będziesz wykonywał żadnej pracy" (Wj 20,9–10). Chodzi o naszą zwykłą, zarobkową pracę, o „załatwianie swoich spraw", jak to ujmuje Izajasz: „Jeżeli powstrzymasz swoją nogę od bezczeszczenia szabatu, aby załatwiać swoje sprawy w moim świętym dniu... wtedy będziesz się rozkoszował Panem" (Iz 58,13–14). Nehemiasz zamykał bramy Jerozolimy przed kupcami, bo handel i zarobkowanie w szabat uznawał za profanację (Ne 13,15–22). Tego wymiaru nie da się zbagatelizować: szabat z definicji jest dniem, w którym przestajemy zarabiać, aby należeć do Boga. Kto mówi, że „praca to też forma uwielbienia, więc mogę pracować w sobotę jak w każdy inny dzień", rozmywa przykazanie do zera.
Ale Biblia zna pracę, która nie łamie szabatu
Z drugiej strony Jezus stanowczo odrzucił pogląd, że w szabat nie wolno robić niczego. Wskazał na kapłanów, którzy w świątyni „naruszają szabat, a są bez winy" (Mt 12,5). Ich służba była pracą, i to ciężką, a jednak nie była grzechem, bo wypełniała cel szabatu. Postawił też pytanie, które do dziś wyznacza granicę: „Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle czynić, życie zachować czy zabić?" (Mk 3,4). I dodał obraz, który każdy rozumie: „Któż z was, mając jedną owcę, jeśli mu ta w szabat do dołu wpadnie, nie pochwyci jej i nie wyciągnie?" (Mt 12,11).
Jezus celowo zamienił w odpowiedzi słowo „uzdrawiać" na szersze „dobrze czynić" i „ratować"1: „Chrystusowi zależało na objęciu intencją przykazania o szabacie nie jednego rodzaju, lecz wszelkich działań niosących dobro".
Z tego wynika praktyczny i ważny wniosek: pielęgniarka na dyżurze przy chorych, lekarz na ostrym dyżurze, strażak, ratownik, opiekun osoby niesamodzielnej, wykonując w sobotę pracę, która chroni życie i ulży cierpieniu, nie łamią szabatu. Czynią dokładnie to, co Jezus nazwał „dobrze czynić w szabat". Czym innym jest jednak praca, której jedynym celem jest zysk lub normalne funkcjonowanie biznesu: sklep, biuro, produkcja, handel. Tej granicy nie wolno nam zamazywać: ratowanie życia to nie to samo, co kolejna zmiana przy kasie.
Priorytet: wierność, nie wygoda
Co więc z człowiekiem, którego praca nie jest służbą życiu, a pracodawca żąda sobót? Tu trzeba powiedzieć rzecz trudną, ale biblijną: wierność Bogu ma pierwszeństwo przed bezpieczeństwem finansowym. Apostołowie postawieni przed wyborem odpowiedzieli: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5,29). Jezus nie obiecał, że posłuszeństwo będzie bezkosztowe, obiecał coś innego: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane" (Mt 6,33).
Szabat jest zresztą od samego początku szkołą właśnie takiego zaufania. Na pustyni Bóg dawał Izraelowi mannę: szóstego dnia podwójną porcję, a siódmego nic (Wj 16). Każdy piątek był lekcją wiary: czy uwierzysz, że Bóg zaopatrzy cię na dzień, w którym nie będziesz „zarabiał"? Ci, którzy mimo to wyszli zbierać w szabat, niczego nie znaleźli, a ci, którzy zaufali, niczego nie stracili. Ten mechanizm nie zestarzał się ani trochę. Niezliczeni chrześcijanie, którzy powiedzieli pracodawcy „w soboty nie pracuję", mogą opowiedzieć swoją wersję historii o podwójnej mannie: o zmienionym grafiku, o nieoczekiwanej zgodzie szefa, o lepszej pracy, która pojawiła się po tej utraconej. Nie dlatego, że Bóg ma obowiązek prowadzić nasze sprawy po naszej myśli, ale dlatego, że jest wierny tym, którzy są wierni Jemu.
Powiedzmy to jednak ostrożnie i z miłością: czasem koszt jest realny. Bywa, że ktoś traci pracę i nowa nie przychodzi od razu. Biblia nie obiecuje, że wierność zawsze opłaca się w ciągu miesiąca; obiecuje, że Bóg „nie zapomina o dziele waszym i o miłości" (por. Hbr 6,10). Człowiek, który przechodzi przez taką próbę, potrzebuje od zboru nie kazania, lecz wsparcia: modlitwy, pomocy w szukaniu pracy, czasem konkretnej pomocy materialnej. Tak rozumiana wspólnota też jest częścią odpowiedzi na pytanie z tytułu.
Bez legalizmu: szabat to dar, nie pułapka
Jest i druga skrajność, przed którą trzeba przestrzec: legalizm, który zamienia szabat w tor przeszkód. Głodnych uczniów oskarżono kiedyś o „żniwa", bo łuskali kłosy (Mk 2,23–24), a Jezus odpowiedział słowami proroka: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary" (Mt 12,7). Szabat „jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu" (Mk 2,27), jest darem, nie klatką.
Dlatego nie układajmy katalogu cudzych grzechów. Nie nam oceniać z boku samotną matkę, która jeszcze nie widzi wyjścia ze swojego grafiku, ani świeżo wierzącego, który dopiero odkrywa szabat i porządkuje swoje życie krok po kroku. Bóg prowadzi ludzi w różnym tempie, ale prowadzi zawsze w tę samą stronę. Pytanie, które każdy może uczciwie postawić sobie (nie sąsiadowi), brzmi: czy ja szukam sposobu, by być wiernym, czy wymówki, by nie być?
Druga strona pytania: kto każe pracować
Cała ta rozmowa toczy się zwykle po stronie pracownika. Biblia patrzy też z drugiej strony, i to ostrzej, niż zwykle pamiętamy. Przykazanie wylicza domowników po kolei: syn, córka, sługa, służąca, bydło, przybysz mieszkający w bramach (Wj 20,10). Prawodawstwo starożytnego Wschodu zwykle porządkuje ludzi od góry; tu porządek jest odwrotny, wymienieni z osobna zostają ci, którzy najbardziej potrzebują odpoczynku, a najmniej mają siły, żeby go sobie wywalczyć. Przepis nie mówi więc tylko „nie pracuj", mówi także „nie każ pracować".
Najostrzej wychodzi to u Izajasza. Ten sam rozdział, z którego bierzemy zdanie o „załatwianiu swoich spraw", zaczyna się od skargi ludu, że pości, a Bóg tego nie widzi, i od odpowiedzi: „oto w dzień waszego postu szukacie swego upodobania i uciskacie wszystkich swoich robotników" (Iz 58,3). Roy Gane pokazuje, że mowa najprawdopodobniej o Dniu Pojednania, jedynym dorocznym święcie z całkowitym zakazem pracy, takim jak szabat cotygodniowy2. Sens sceny jest w obu wypadkach ten sam i druzgocący: w najuroczystszy dzień roku ludzie dopełniali litery przepisu o umartwieniu i równocześnie kazali pracować swoim ludziom. Można świętować dzień święty i łamać go cudzymi rękami.
Dla pracodawcy, kierownika zmiany czy właściciela firmy pytanie z tytułu brzmi więc inaczej: nie „czy ja muszę pracować w sobotę", lecz „czy przeze mnie ktoś musi". A jeśli jesteś czyimś klientem, warto pamiętać, że wolna sobota jednych bywa opłacona dyżurem drugich.
Uczciwość każe dodać zastrzeżenie, które stawiają sami autorzy piszący o społecznym wymiarze szabatu: gdy słońce zajdzie, sługa wraca do pracy, a podziały nie znikają. Szabat zdejmuje ciężar na próbę, nie na zawsze. Ale próba raz na siedem dni to i tak więcej, niż daje jakikolwiek system pracy wymyślony przez ludzi.
Co konkretnie można zrobić
Warto wiedzieć, że rozmowa z pracodawcą ma też stronę czysto praktyczną, bez teologii. Rytm sześciu dni pracy i jednego dnia odpoczynku nie okazuje się kosztowny dla wydajności. Badania nad optymalnym cyklem pracy i odpoczynku prowadzone w Wielkiej Brytanii w czasie drugiej wojny światowej, a więc w warunkach, w których liczyła się wyłącznie produkcja, dały wynik jednoznaczny: ludzie pracowali najwydajniej przy sześciu dniach pracy i jednym dniu wolnym. Eksperymenty z tygodniem pięciodniowym w Niemczech i dziesięciodniowym we Francji trzeba było wycofać. Zastrzeżenie zgłasza tu sam autor, który te dane przywołuje: nie jest to dowód szabatu, bo dowód szabatu jest w Piśmie, a rytmy w przyrodzie idą za wzorem stworzenia, nie odwrotnie. Ale w rozmowie z przełożonym nie musisz mówić o niczym więcej niż o grafiku.
Poza tym doświadczenie wielu wierzących podpowiada praktyczną ścieżkę. Po pierwsze: rozmowa z pracodawcą, spokojna, uprzejma, z wyprzedzeniem; zaskakująco często kończy się znalezieniem rozwiązania, zwłaszcza gdy zaproponujemy coś w zamian (niedziele, święta, nocki w tygodniu). Po drugie: jakość naszej pracy przez sześć dni; pracownik solidny i uczciwy ma zupełnie inną pozycję w takiej rozmowie niż przeciętny. Po trzecie: gotowość do zmiany; czasem wierność szabatowi staje się impulsem do przebranżowienia, własnej działalności czy pracy, która daje wolne soboty. I po czwarte: modlitwa, zanim podejmie się decyzję, bo szabat jest sprawą między tobą a Bogiem, a On obiecał mądrość tym, którzy o nią proszą (Jk 1,5).
Jedno przestawione słowo
Na koniec rzecz, która potrafi zmienić cały ton tej rozmowy. Richard Davidson opisuje piątkowy wieczór w skromnym mieszkaniu w centrum Jerozolimy. Gospodarz, Jacob Bazak, okazał się sędzią izraelskiego Sądu Najwyższego. Na długo przed początkiem szabatu odłączył telefon i powiedział z błyskiem w oku: „nie muszę odbierać telefonu w szabat". Davidson zestawia to z własnym środowiskiem, w którym czwarte przykazanie streszcza się zwykle zdaniem „nie wolno mi pracować w szabat", i zauważa, że świętujący Żydzi mówią co innego: „nie muszę pracować"3.
To samo przykazanie, dwa różne dni. Pierwsze zdanie opisuje mur, drugie opisuje przepustkę. A pytanie z tytułu tego artykułu stoi przecież na słowie „muszę". Warto sprawdzić, ile z naszych sobotnich „muszę" to naprawdę przymus, a ile nawyk, presja otoczenia albo strach przed rozmową, której jeszcze nie odbyliśmy.
Konkluzja
Co z ludźmi, którzy muszą pracować w sobotę? Biblia odpowiada bez legalizmu i bez taryfy ulgowej. Praca, która ratuje życie i niesie miłosierdzie, nie łamie szabatu; Jezus sam ją w szabat wykonywał. Praca zarobkowa, której da się uniknąć, jest dokładnie tym, od czego szabat nas uwalnia, i tu Bóg prosi o odwagę zaufania, jak przy mannie na pustyni. Dla większości ludzi „muszę" okazuje się z czasem „myślałem, że muszę": drzwi otwierają się tym, którzy do nich pukają w posłuszeństwie. A tam, gdzie koszt jest prawdziwy, prawdziwa jest też obietnica: kto stawia Królestwo Boże na pierwszym miejscu, temu „wszystko inne będzie dodane". Szabat nie jest problemem do obejścia. Jest cotygodniowym zaproszeniem, by sprawdzić, że Bóg dotrzymuje słowa.
Przypisy
Bibliografia
- Samuele Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire
- Jo Ann Davidson, Rediscovering the Glory of the Sabbath
- Daniel K. Bediako, Ekkehardt Mueller (red.), The Sabbath in the Old Testament and the Intertestamental Period
- Richard M. Davidson, „Torah's Seven Vibrant Dimensions of Sabbath Rest", w: tamże, s. 330 (piątkowy wieczór u sędziego Jacoba Bazaka)
- Roy E. Gane, Old Testament Law for Christians (Dzień Pojednania jako tło Iz 58; ucisk robotników w Iz 58,3)
- Sigve K. Tonstad, The Lost Meaning of the Seventh Day (lista domowników w Wj 20,10 i porządek „od dołu")
- Ekkehardt Mueller, Eike Mueller (red.), The Sabbath in the New Testament and in Theology (zastrzeżenie o granicach społecznego skutku szabatu)