Prosto

Szabat jak oblubienica, czemu sobotę można witać jak pannę młodą

Nawiązując do Abrahama Joshuy Heschela: szabat to nie zimny regulamin, lecz obecność, którą się spotyka. Od żydowskiego „Przyjdź, Oblubienico” do Chrystusa Oblubieńca.

📖 5 min czytania·Prosto
✉ E-mailFacebookXWhatsApp

„A czego ci właściwie nie wolno?". To zwykle pierwsze pytanie, gdy ktoś usłyszy, że święcisz szabat. Zakładamy z góry, że chodzi o listę zakazów. A teraz wyobraź sobie zupełnie inny obraz: człowiek wybiega o zmierzchu przed dom, odświętnie ubrany, i woła w stronę zapadającego wieczoru: „Przyjdź, Oblubienico!". Tak właśnie od wieków Żydzi witają sobotę. Abraham Joshua Heschel w książce Szabat tłumaczy, dlaczego, a ten obraz potrafi odmienić całe nasze myślenie o siódmym dniu. To, co niżej, jest nawiązaniem do jego książki.

„Przyjdź, Oblubienico"

Heschel przypomina starożytny zwyczaj. Rabin Chanina o zachodzie słońca wkładał odświętne szaty i mówił do nadchodzącego dnia: „Chodźcie, wyjdźmy powitać Królową Szabat". Inny nauczyciel, rabin Jannaj, witał wieczór słowami: „Przyjdź, Oblubienico, przyjdź, Oblubienico" (tłum. własne, za Heschelem). Dla nich sobota nie była kratką w kalendarzu ani godzinami do odhaczenia. Była kimś, kogo się wygląda. Heschel przytacza dawne pouczenie:

„Obowiązkiem każdego człowieka jest wielka, wielka żarliwość w czynieniu przygotowań na dzień Szabatu, zapał i pilność właściwe człowiekowi, który dowiedział się, że królowa przybywa, aby przenocować w jego domu, albo że przyjeżdża do niego narzeczona ze wszystkimi towarzyszkami (…). Któż zatem większy jest niż Szabat, narzeczona i królowa zarazem, Szabat rozkoszą zwany. Tysiąc razy bardziej powinien dbać pan domu o przygotowania, choćby miał nawet i stu służących" (Heschel, Szabat).

Spotkanie, nie pusty czas

Dlaczego akurat oblubienica? Bo małżonki się nie „wypełnia" jak formularza, małżonkę się kocha. Heschel powtarza, że szabat to nie pusty odcinek czasu, który odkładamy na odpoczynek, lecz obecność, którą się spotyka. Stąd jego śmiały język: „Nazwano Szabat rozkoszą: rozkoszą dla duszy i rozkoszą dla ciała" (Heschel, Szabat). Rozkosz, nie umartwienie. To dzień najlepszego jedzenia, odświętnych ubrań, śpiewu i bliskości, a nie pokuty. „Jest to dzień, który uszlachetnia duszę i czyni mądrym ciało" (Heschel, Szabat).

Gdy patrzy się na szabat w ten sposób, zakazy przestają być sednem. One są jak garnitur, który wkłada się na ślub: porządkują, ale nie o nie chodzi. Chodzi o Tego, na kogo się czeka.

To zarazem najprostsza odpowiedź na zarzut, że szabat jest legalizmem. Legalizm liczy minimum, miłość liczy chwile razem. Tam, gdzie my widzimy listę „wolno, nie wolno", Heschel każe dostrzec kogoś, kto przychodzi w gości i komu wcale nie spieszno do wyjścia.

Przygotowanie jak na wesele

Kto kocha, ten się przygotowuje. Heschel zauważa, że „przygotowanie na święty dzień jest tak samo ważne jak sam ów dzień" (Heschel, Szabat). W żydowskim domu cały piątek toczy się ku jednej chwili: posprzątać, ugotować, nakryć, zdążyć przed zachodem słońca, by potem zapalić świece i powitać gościa. Heschel ujmuje to jednym zdaniem: „Szabat inspiruje, a pozostałe dni są zainspirowane" (Heschel, Szabat). Sześć dni nie jest workiem czasu, z którego szabat jest wyjęty na koniec; przeciwnie, to cały tydzień ciąży ku temu jednemu wieczorowi, jak narzeczony liczący dni do ślubu.

Heschel nadaje tej tęsknocie jeszcze głębszy wymiar. „Tęsknota za Szabatem przez wszystkie dni tygodnia", pisze, „jest formą tęsknoty za wiecznym Szabatem przez wszystkie dni naszego życia" (Heschel, Szabat). Cotygodniowe wyglądanie soboty okazuje się więc ćwiczeniem z większego wyczekiwania. Całe życie jest drogą ku weselu, które się nie skończy.

Oblubieniec, który przyszedł

I tu stare przechodzi w nowe. W Ewangelii pojawia się bowiem Ktoś, kto sam nazywa siebie Oblubieńcem. Gdy pytano Jezusa, czemu Jego uczniowie nie poszczą, odpowiedział: „Czy goście weselni mogą pościć, gdy z nimi jest oblubieniec? Dopóki mają z sobą oblubieńca, nie mogą pościć" (Mk 2,19). Rzecz znamienna: Marek umieszcza te słowa tuż obok dwóch sporów o szabat (Mk 2,23–3,6), jakby chciał, byśmy czytali jedno w świetle drugiego. Jan Chrzciciel mówił o Jezusie tak samo: „Kto ma oblubienicę, ten jest oblubieńcem" (J 3,29). A na ostatnich kartach Biblii rozbrzmiewa zaproszenie na ostateczne wesele: „nastało wesele Baranka, i oblubienica jego przygotowała się (…). Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka" (Ap 19,7.9). Apostoł Paweł powie wprost, że małżeństwo jest obrazem więzi Chrystusa i Kościoła (Ef 5,31–32).

Nie chodzi o to, że Jezus nazwał szabat swoją oblubienicą; tego nigdzie nie powiedział. Chodzi o coś głębszego. Jeśli Żydzi przeczuwali, że za siódmym dniem kryje się obecność, którą wita się jak ukochaną, to chrześcijanin wie, czyja to obecność. W szabacie wychodzi na spotkanie samego Oblubieńca i smakuje przedsmak wesela, które się nie skończy.

Jest w tym jeszcze jedna piękna odwrotność. W żydowskim domu to gospodarz przygotowuje się na przyjście soboty-oblubienicy. W Apokalipsie role się odwracają: to „oblubienica jego przygotowała się" (Ap 19,7), a oblubienicą jest lud Boży. Cotygodniowe szykowanie domu na szabat staje się więc obrazem czegoś większego: całego życia, w którym przygotowujemy serce na spotkanie z Tym, który nas pokochał pierwszy.

Randka, nie regulamin

Wróćmy do pierwszego pytania. „Czego mi nie wolno?" zakłada, że szabat to regulamin. Ale do oblubienicy nie podchodzi się z regulaminem w ręku. Zakochany nie pyta, jakie jest minimum, które musi zrobić; pyta, jak najlepiej być razem. Owszem, zostają konkretne ramy: odłożona praca, wyciszony telefon, czas oddany rodzinie i Bogu. To jednak nie kraty, lecz nakryty stół. Każde „nie" szabatu chroni jakieś większe „tak". Dlatego najlepszą zmianą, jaką możemy wprowadzić, nie jest nowa lista zakazów, lecz nowe pytanie. Zamiast „co tracę, święcąc szabat?", zapytaj „kogo zyskuję?".

Szabat to nie jeden dzień przymusu w tygodniu pełnym wolności. To jeden dzień wolności w tygodniu pełnym przymusu, cotygodniowe spotkanie umówione przez samego Boga. Można na nie nie przyjść. Ale kto raz przyjdzie i zobaczy, że po drugiej stronie stołu czeka Oblubieniec, przestaje pytać, czego mu nie wolno. Zaczyna liczyć dni do następnego razu.

Źródła

← Kategoria: TeologiaWszystkie artykułyMam pytanie →