Prosto

Co wolno robić w szabat? Czego uczy przykład Jezusa

Zamiast listy zakazów, cztery zasady z życia Jezusa, które pozwalają samodzielnie odpowiedzieć na pytanie, co robić, a czego nie robić w szabat.

📖 8 min czytania·Prosto
✉ E-mailFacebookXWhatsApp

„A czy w szabat wolno…?", tak zaczyna się większość pytań o praktykę dnia odpoczynku. Wolno gotować? Podróżować? Pływać? Oglądać film? Ludzie, którzy zaczynają święcić szabat, często szukają gotowej listy: co wolno, czego nie wolno. Problem w tym, że Biblia takiej listy nie podaje, i to celowo. Za to Ewangelie pokazują coś znacznie lepszego: jak szabat spędzał Jezus. A z Jego przykładu da się wyczytać kilka jasnych zasad, które działają w każdej epoce, także w naszej.

Dlaczego lista zakazów to ślepa uliczka

Próbowano już tego przed nami. Uczeni w Piśmie, chcąc precyzyjnie zdefiniować zakazaną „pracę", stworzyli trzydzieści dziewięć jej kategorii, a do nich setki przepisów wykonawczych: ile kroków wolno przejść, jaki ciężar unieść, co zrobić, gdy w szabat zacznie się palić dom. Skutek znamy z Ewangelii, system tak szczelny, że uzdrowienie chorego uchodziło w nim za przestępstwo, a wyłuskanie kłosów przez głodnych wędrowców za „żniwa" (Mk 2,23–24). Każda lista zakazów ma tę samą wadę: rośnie bez końca i niepostrzeżenie zajmuje miejsce Boga. Człowiek przestaje pytać „po co jest ten dzień?", a zaczyna pytać „czy mnie ktoś nie przyłapie?".

Jezus poszedł inną drogą. Łukasz w ogóle nie opisuje szabatu przez zakazy1. U niego to dzień, ku któremu wznoszą się wszystkie pozostałe, kulminacja tygodnia, a jedyne przeciwstawienie reszcie dni sprowadza się do nakazu, by nie pracować dla zysku. Zamiast pytania „co mi wolno", zostaje pytanie „ku czemu ten dzień prowadzi".

Trafne jest tu jedno porównanie: ogłaszając się „Panem szabatu" (Mt 12,8), Jezus nie ogłosił likwidacji przykazania, lecz objął urząd jego najwyższego interpretatora, jak sąd najwyższy, który nie uchyla konstytucji, ale rozstrzyga, co naprawdę znaczy. To „nie jest władza znoszenia czy zastępowania przykazania o szabacie, lecz odsłaniania jego prawdziwej Boskiej intencji"2.

Warto od razu odpowiedzieć na zarzut, który pada w tym miejscu najczęściej. Część badaczy uważa, że przykłady Dawida i kapłanów służyły Jezusowi nie do wykazania, że czyn uczniów mieścił się w Prawie, lecz do pokazania władzy stojącej ponad Prawem. Wtedy „Pan szabatu" znaczyłby „Ten, który może szabat uchylić". Rozstrzyga jednak sposób, w jaki Jezus argumentuje: dwukrotnie pyta „czy nie czytaliście w Prawie?" (Mt 12,3.5), a więc szuka precedensu wewnątrz Prawa, nie poza nim. Uczniowie byli niewinni nie dlatego, że ktoś stał ponad przykazaniem, lecz dlatego, że ich czyn mieścił się w jego zamyśle.

Z tego, jak Jezus tę władzę wykonywał, wyłaniają się cztery zasady.

Zasada pierwsza: odłóż swoją pracę

Fundament pozostaje ten, który wypowiedział sam Bóg: „Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę, ale siódmego dnia jest szabat Pana, Boga twego: nie będziesz wykonywał żadnej pracy" (Wj 20,9–10). Chodzi o naszą codzienną, zarobkową krzątaninę, to, czym zdobywamy chleb i pozycję. Izajasz dopowiada, że w szabat porzucamy „załatwianie swoich spraw" i „swoich interesów" (Iz 58,13). Jezus tę zasadę po prostu praktykował: Łukasz zapisał, że chodzenie do synagogi w szabat było Jego „zwyczajem" (Łk 4,16). Nie znajdziemy w Ewangeliach Jezusa, który w szabat handluje, buduje czy zwołuje robotników. Granica między tygodniem a szabatem była dla Niego oczywista, spór szedł o to, co należy do świętowania, a nie o to, czy święto istnieje.

Ta zasada do dziś robi największą różnicę. Zamknięty laptop, odłożona praca zarobkowa, zakupy i sprzątanie zrobione w piątek, to nie drobiazgi, to brama do całego dnia. Bez niej reszta nie zaistnieje.

Zasada druga: wolno, i trzeba, czynić dobro

W synagodze postawiono Jezusowi dokładnie nasze pytanie, tylko w wersji podchwytliwej: „Czy wolno w szabat uzdrawiać?" (Mt 12,10). Odpowiedź Jezusa jest najkrótszą definicją chrześcijańskiego świętowania, jaką znamy: „Tak więc wolno w szabat dobrze czynić" (Mt 12,12). Wcześniej dał przykład, który trafiał każdego słuchacza: któż z was, jeśli jego owca wpadnie w szabat do dołu, nie wyciągnie jej? „O ileż więcej wart jest człowiek niż owca!" (Mt 12,11–12).

To nie była nowość doczepiona do przykazania, lecz powrót do jego rdzenia3. Przykazanie o szabacie od początku miało ostrze społeczne: odpoczynek gwarantowano słudze, niewolnicy, cudzoziemcowi, a nawet wołowi i osłowi (Wj 23,12), czyli tym, którzy sami nie mogli się o niego upomnieć. Niemiecki biblista Hans Walter Wolff zwraca uwagę na szczegół tej listy4: wzruszające jest, że szabat pamięta nawet o bydle, ale jeszcze bardziej porusza to, że spośród wszystkich zależnych pracowników wymieniono z osobna syna niewolnicy i przybysza. Gdy takim ludziom każe się pracować, nie mają się do kogo odwołać ani kto by ich obronił. Szabat z natury jest dniem wrażliwości na słabszych. Dlatego odwiedziny u chorego, pomoc samotnemu sąsiadowi, zaproszenie kogoś na obiad, telefon do osoby w kryzysie, to nie są „dozwolone wyjątki" od świętowania. To jest świętowanie. Cytując Ozeasza, „miłosierdzia chcę, a nie ofiary" (Mt 12,7), Jezus ustawił hierarchię raz na zawsze: najpierw człowiek w potrzebie, potem rytualna poprawność.

Zasada trzecia: ratowanie życia nie czeka

Drugie pytanie Jezusa z tej samej sceny sięga jeszcze głębiej: „Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle czynić, życie zachować czy zabić?" (Mk 3,4). Dla Jezusa ratowanie życia i zdrowia nie zawiesza szabatu, ono go wypełnia. Bóg nie ustanowił dnia, który stałby ponad ludzkim życiem; ustanowił dzień, który życiu służy. Stąd prosta współczesna konsekwencja: lekarz na dyżurze, ratownik, strażak, matka przy chorym dziecku nie „łamią szabatu". Wykonują dokładnie tę pracę, którą Pan szabatu wykonywał w szabat najchętniej. Co znamienne, Jezus wskazał też na kapłanów, którzy w szabat pełnili służbę w świątyni i byli „bez winy" (Mt 12,5): służba Bogu i ludziom nigdy nie była złamaniem przykazania, bo przykazanie nigdy nie było wymierzone w służbę.

„Skoro tak, to czy szabat w ogóle jeszcze obowiązuje?"

W tym miejscu pojawia się poważny zarzut i uczciwość wymaga, żeby go postawić w najmocniejszej wersji. Leonhard Goppelt twierdzi, że podwójne pytanie Jezusa o ratowanie życia „wyznacza koniec przykazania o szabacie"5: przykazanie przestaje być wiążącą ustawą, skoro nadrzędna staje się zasada ratowania życia. Trzeba dodać, że taką interpretację przyjmuje większość badaczy, i przyznaje to wprost także strona broniąca szabatu6.

Odpowiedź nie polega na ucieczce przed tym zarzutem, lecz na wskazaniu założenia, które go dźwiga. Opinia ta zakłada, że ratowanie życia jest czymś obcym duchowi szabatu, a więc musi przykazanie zawiesić. Odpowiedzią jest pytanie, którego nie da się obejść: czy Bóg, ustanawiając szabat, zapomniał zabezpieczyć wartość ludzkiego życia? Jeśli dobro i szabat kolidują, problem leży nie w przykazaniu, lecz w tym, co z niego zrobiono. A wtedy Jezus przykazania nie znosi, tylko odsłania jego pierwotny sens.

Zasada czwarta: szabat ma smakować radością

Z Ewangelii wynika jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć: Jezus w szabat bywał na ucztach. Łukasz opisuje, jak „przyszedł w szabat do domu jednego z przedniejszych faryzeuszów, aby spożyć posiłek" (Łk 14,1). Szabatowy stół, goście, rozmowa, to wszystko mieściło się w Jego świętowaniu jak najbardziej naturalnie. Co więcej, właśnie przy tym stole, w szabat, Jezus opowiedział przypowieści o uczcie i o zaproszonych gościach. Wniosek wart jest zapamiętania7: szabat jest właściwym miejscem na doświadczenie królestwa, bo daje przedsmak tej uczty radości. Współgra to z Izajaszem, który każe nazywać szabat „rozkoszą" (Iz 58,13), i z samym początkiem, gdy Bóg pobłogosławił siódmy dzień w raju (Rdz 2,3). Dobry posiłek, spacer wśród Bożego stworzenia (Jezus z uczniami szedł w szabat przez pola, Mk 2,23), wspólny śpiew, czas z rodziną i przyjaciółmi, to nie są „luki w przepisach". To kolory dnia, który ma być świętem, nie postem.

Jak z tego korzystać na co dzień

Wróćmy do pytań z początku. Czy wolno w szabat gotować, jeździć, pływać, czytać? Przykład Jezusa uczy, że to pytanie trzeba przeformułować. Zamiast „czy to jest na liście?", pytaj: Czy to jest moja zarobkowa codzienność, którą mam odłożyć? Czy to komuś czyni dobro? Czy to służy życiu? Czy to pogłębia radość i więź z Bogiem i ludźmi, czy tylko zabija czas? Cztery zasady zamiast czterystu paragrafów. Tak właśnie działa wolność, którą daje Chrystus: nie zwalnia z przykazania, ale zdejmuje z niego ludzkie rusztowanie i oddaje nam dzień taki, jakim wyszedł z rąk Stwórcy.

Zwróć uwagę i na to, że sam Jezus nie postępował w tych sytuacjach jak prawnik szukający podstawy w kodeksie8. Działał raczej w porządku uzdrawiania niż w porządku przepisu, odruchowo i intuicyjnie, a swoją obronę wyprowadzał z tego, co Jego krytycy sami robili co szabat ze swoim bydłem. Nikt z nich nie sprawdzał w tabeli, czy wolno napoić osła; po prostu widzieli potrzebę i szli. Tego rodzaju wrażliwości nie da się zapisać w regulaminie i właśnie dlatego cztery zasady są lepsze od czterystu paragrafów.

Jedno jest pewne: kto spędzi szabat tak, jak spędzał go Jezus, na uwielbieniu, czynieniu dobra i radości z ludźmi, nie musi się bać, że robi „za dużo" albo „za mało". Trzyma się najlepszego wzoru, jaki kiedykolwiek istniał.

Przypisy

  1. Paul B. Petersen, „The Sabbath in Luke's Writings", w: Ekkehardt Mueller, Eike Mueller (red.), The Sabbath in the New Testament and in Theology, rozdz. 4. ↩
  2. Samuele Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire, rozdz. 4. ↩
  3. Tamże. ↩
  4. Hans Walter Wolff, cytowany za: Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire, rozdz. 4. ↩
  5. Leonhard Goppelt, cytowany za: Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire, rozdz. 4, a tam za: Willy Rordorf, Sunday. ↩
  6. Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire, rozdz. 4; ten sam wywód w From Sabbath to Sunday, rozdz. 2. ↩
  7. Paul B. Petersen, „The Sabbath in Luke's Writings", rozdz. 4. ↩
  8. Sigve K. Tonstad, The Lost Meaning of the Seventh Day, rozdz. 12. ↩

Bibliografia

← Kategoria: TeologiaWszystkie artykułyMam pytanie →