Mieć czy być? Szabat w świecie, który ciągle chce więcej
Nawiązując do Abrahama Joshuy Heschela: dlaczego jeden dzień w tygodniu, w którym przestajemy zdobywać i kupować, mówi o nas więcej niż sześć dni pogoni za „więcej”.
Czarny piątek, nieskończony scroll, kolejna rata, kolejna „okazja, której nie można przegapić". Cała nasza kultura szepcze jedno słowo: więcej. Więcej rzeczy, więcej osiągnięć, więcej zdążyć. Żydowski myśliciel Abraham Joshua Heschel w książce Szabat postawił pytanie, które dziś brzmi jeszcze ostrzej niż wtedy, gdy je zapisał: czy w pogoni za tym, żeby mieć, nie gubimy tego, żeby być? I czy lekarstwem nie jest jeden dzień w tygodniu, w którym po prostu przestajemy zdobywać? Poniższe rozważania są swobodnym nawiązaniem do jego książki.
Cywilizacja, która podbija przestrzeń
Heschel zauważył rzecz prostą i niepokojącą. Człowiek świetnie nauczył się panować nad przestrzenią: budujemy, kupujemy, gromadzimy, przesuwamy rzeczy z miejsca na miejsce. Ale nad czasem zapanować nie umiemy. „Istotnie wiemy, co robić z przestrzenią, nie wiemy jednak, co czynić z czasem", pisze (Heschel, Szabat). Więc robimy jedyne, co potrafimy: zamieniamy czas na rzeczy. Wydajemy godziny życia, żeby mieć więcej, a potem brakuje nam czasu, by się tym wszystkim cieszyć.
To pułapka, którą Heschel nazywa życiem pod tyranią rzeczy. Im więcej posiadam, tym więcej muszę pilnować, ubezpieczać, spłacać i wymieniać na nowsze. Przedmioty, które miały mi służyć, po cichu zaczynają rządzić moim kalendarzem. Mieć więcej, zauważa Heschel, wcale nie znaczy być więcej.
Co tak naprawdę kupujemy, kupując
Skąd ta gorączka? Heschel zadaje przewrotne pytanie: „Czy radość z posiadania jest odtrutką na grozę czasu, która przeradza się w strach przed nieuchronną śmiercią?" (Heschel, Szabat). Innymi słowy: kupujemy często dlatego, że gdzieś na dnie czujemy, jak czas ucieka. Nowa rzecz na chwilę zagłusza ten niepokój. Ale tylko na chwilę, bo żaden zakup nie zatrzyma zegara. Wracamy więc po kolejny, i po kolejny.
W tym mechanizmie łatwo pomylić wartość z ceną. Zaczynamy mierzyć siebie tym, co mamy: marką, metrażem, stanowiskiem, liczbą polubień. A skoro zawsze ktoś ma więcej, nigdy nie jest dość. To wyścig bez mety, w którym nagrodą za bieg jest jedynie pozwolenie, by biec dalej.
Dzień, w którym nie używasz pieniędzy
Na tę gorączkę Biblia ma zaskakująco konkretną odpowiedź: jeden dzień w tygodniu, w którym wypadamy z obiegu „kup i sprzedaj". Heschel opisuje szabat jako „(…) dzień, w którym zaprzestajemy modlitw do bożków cywilizacji technicznej – dzień, w którym nie używamy pieniędzy – dzień zawieszenia broni w ekonomicznej walce z naszymi bliźnimi i z siłami przyrody" (Heschel, Szabat).
Zatrzymajmy się przy tym obrazie. Raz na siedem dni niczego nie kupuję, niczego nie sprzedaję, nikogo nie prześcigam. Nie sprawdzam promocji, nie domykam transakcji, nie liczę, ile jeszcze brakuje mi do celu. Co się wtedy okazuje? Że nadal istnieję. Że moja wartość nie była ukryta w paragonach ani w słupkach na koncie. Heschel ujmuje cel tego ćwiczenia mocno: szabat uczy „zastąpienia pożądania rzeczy w przestrzeni przez pożądanie rzeczy w czasie" (Heschel, Szabat). Zamiast gonić za tym, co można kupić, raz w tygodniu smakuję to, czego kupić się nie da: ciszę, obecność, więź, Boga.
„Nie możecie służyć Bogu i mamonie"
I tu stare spotyka się z nowym. To, co Heschel odczytuje w żydowskiej tradycji szabatu, Jezus mówi wprost. „Nie możecie Bogu służyć i mamonie" (Mt 6,24). Nie „nie powinniście", lecz „nie możecie", bo to dwaj panowie, którzy ciągną w przeciwne strony. Gdy ktoś z tłumu prosił Go o pomoc w podziale majątku, odpowiedział ostrzeżeniem: „Baczcie, a wystrzegajcie się wszelkiej chciwości, dlatego że nie od obfitości dóbr zależy czyjeś życie" (Łk 12,15). A najmocniej zapytał tak: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?" (Mk 8,36). Zamiast gromadzić skarby, które rdza i mól niszczą, kazał gromadzić „skarby w niebie", bo „gdzie jest skarb twój, tam będzie i serce twoje" (Mt 6,20–21).
Szabat jest cotygodniowym ćwiczeniem dokładnie z tej lekcji. Mamona nie znosi przerw, bo żyje z naszego niepokoju, że ciągle jest za mało. Dzień, w którym świadomie nic nie dokładam do stosu, działa jak post od chciwości: odsłania, że pod spodem wcale nie byłem głodny rzeczy, lecz spokoju. Co więcej, oba głosy, dawny i ewangeliczny, mają ten sam fundament: stworzenie. Bóg „odpoczął dnia siódmego" (Rdz 2,2–3) nie dlatego, że był zmęczony, lecz po to, by wpisać odpoczynek w samą tkankę świata, zanim człowiek cokolwiek wyprodukował czy kupił. Odpoczywamy więc nie dlatego, że zasłużyliśmy na to wydajnością, lecz dlatego, że jesteśmy kochani. To odwraca cały porządek wyścigu: nie muszę niczego zdobywać, żeby mieć wartość, bo dostałem ją w darze, na samym początku.
Być, nie mieć
Heschel zostawił zdanie, które warto powiesić nad biurkiem: „To, czym jesteśmy, zależy od tego, czym Szabat jest dla nas" (Heschel, Szabat). Powiedz mi, jak wygląda twój siódmy dzień, a powiem ci, kim naprawdę jesteś, sumą tego, co masz, czy kimś, kto potrafi po prostu być.
Szabat nie jest wymierzony przeciw rzeczom ani przeciw pracy. Praca jest dobra, „sześć dni będziesz pracował" (Wj 20,9). Chodzi o porządek: rzeczy mają być narzędziem, nie panem. Dlatego raz w tygodniu odkładam narzędzia i sprawdzam, czy beze mnie świat się nie zawali. Nie zawali się, bo to nie ja go podtrzymuję. W świecie, który mierzy ludzi tym, ile mają i ile zdążą, cotygodniowy dzień, w którym wolno przestać, jest cichym buntem i najgłębszą deklaracją wolności: jestem kimś więcej niż to, co posiadam.
„Mieć czy być" to pytanie, które nie rozstrzyga się w wielkich życiowych wyborach, lecz w drobiazgach, choćby w tym, jak spędzisz najbliższą sobotę. Możesz ją wypełnić kolejnym zakupowym maratonem i nadrabianiem zaległości, albo zostawić pustą dla tego, czego nie da się kupić. Bóg zarezerwował ci na tę odpowiedź całą dobę. Cała sztuka w tym, żeby z niej skorzystać.
Źródła
- Abraham J. Heschel, Szabat i jego znaczenie dla współczesnego człowieka, przeł. Henryk Halkowski